Dzień, w którym ponownie dowiedziałam się, że jestem, w ciąży był, najszczęśliwszym dniem w moim życiu po tym, co mnie spotkało, myślałam, że się nie pozbieram, że nie będę miała już dzieci... Patrząc na mojego małego siostrzeńca, łzy ciekły mi jak opętane, chodziłam do łazienki płakać, bo nie mogłam wytrzymać z tego bólu, to nie był ból fizyczny tylko ból psychiczny, który odcisnął się w mojej pamięci i zostanie na zawsze.
''Jestem aniołkową mama'' i nie jest mi z tym dobrze, nawet pisząc o tym kilka zdań, łzy lecą mi jak opętane, nie życzę żadnej mamie, takiej tragedii.
W czerwcu br. coś mnie skusiło na zrobienie testu, strasznie się bałam mój narzeczony, stał nade mną i tylko pytał i co? i co? Wyszły dwie kreski? Zobaczyłam jedną kreskę i oddałam mu ten test, nie wiedziałam co mam zrobić, już coraz bardziej się załamywałam...ale Słysze z kuchni jego krzyki, przybiegł do mnie i pokazuje mi rozebrany test i mówi,widzisz? Widzisz tu jest kreska,tylko jaśniejsza widzisz? i rzeczywiście była... cieszyłam się jak głupia a widząc szczęśliwego narzeczonego jeszcze bardziej się cieszyłam
Ten dzień zostanie w mojej pamięci tak jak dzień, w którym zostałam aniołkową mamusią,
Kiedyś przeczytałam na forum słowa jednej z aniołkowych mam, które były piękne i ciągle siedzą mi w głowę.
''Mocno wierzę w to, że dzieci nie umierają, one zmieniają tylko swoją datę urodzin''
i ja w to wierze, że moje dzieciątko tylko chciało zmienić tą date.
Moje szczęście zaczęło się w czerwcu, nie ważne są pieniądze,sława,to ilu masz przyjaciół,czy followersow na insta... ważne jest to,że twój świat zmienia się na lepsze ,zmienia się bo wraz z druga osoba stworzyliście nowe życie,nowego człowieka który będzie was kochał a wy jego bez granicznie i będziesz w stanie oddać swoje życie za nie...







